01:54

Nowy rok, nowe wyzwania


Dzieci są dobrą motywacją i inspiracją a do tego najlepszym odbiorcą - wszystko je cieszy! Kiedy byłam małym dzieckiem babcia krawcowa szyła mi stroje na każdy bal karnawałowy i większe wyjścia ale to były inne czasy, wtedy po prostu nie nie było w sklepach nic interesującego, a jeśli już udało się coś wyszperać to za dolary i w o wiele za wysokich cenach.
Chyba od zawsze byłam zakochana w handmade'owych dodatkach do wnętrz czy ubraniach i akcesoriach, jednak zazwyczaj akurat nie trafiałam na nic co do końca spełniałoby moje oczekiwania.

Moje dziecko od urodzenia było dzieckiem zupełnie niekocykowym, jak pięknej pościeli bym dla niej nie upolowała zawsze budziła się pod nią po 5minutach a próbowałam z różnymi wzorami, kolorami i materiałami. Chciałam nawet zainwestować w milusi i cholernie drogi kocyk z minky, ale w żadnym ze sklepów nie rafiłam na nic co by mi się wystarczająco spodobało. Wszystko wydawało mi się nijakie, za drogie, za mdłe. I jaka pewność że jeśli kupię kocyk za 150 zamiast 20złotych, Młoda nie rzuci go na stertę wszystkich porzednich?

(uwaga, kryptoreklama) I wtedy, w moje urodziny na biurku stanął Silvercrest z Lidla w którym od razu się zakochałam (koniec kryptoreklamy)
Wcześniej miałam styczność tylko z ciężkim, walizkowym Łucznikiem po babci, który mimo że podobno jest najlepszym sprzętem na początek zawsze wydawał mi się trudny do ogarnięcia - zwyczajnie wymagał więcej motywacji niż byłam mu w stanie poświęcić.

Dość przydługiego wstępu. Tydzień zajęło mi zajęcie go z kartonu i rozważanie czy w ogóle znajdę dla niego czas i chęć do nauki. Tydzień kolejny to próby na starych materiałach z odzysku i złamaniu trzech pierwszych igieł, ale czego się spodziewać skoro na pierwszy uszytek wymyśliłam sobie plisowaną sukienkę dla mikroskopijnego misia.

Teraz, w nowy rok wchodzę z postanowieniem że nie skończy się na kilku czapeczkach, kominach i poduszkach. Będę szyć! 

Jedna z pierwszych rzeczy  które znalazly największe uznanie mojego dziecka to poduszka w koty.


 


Chwilę później przyszedł czas na kocyk i płaską podusię, które miały być małym dodatkiem do gwiazdkowego prezentu a wyraźnie sprawdziły się najlepiej ze wszystkiego i teraz młoda nie chce bez tego kompletu spać. Odkryła też zabawę w zakrywanie się i odkrywanie która sprawia jej oromną frajdę. Uff :D

 





Na dniach zabieram się za szycie kocyków do pierwszej wyprawki bliźniaków, ale najpierw muszę się zmobilizować i skończyć szyć żłobkowy worek-plecak na kapcie z Mega Krzywym Kotkiem czyli moją pierwszą najprawdziwszą aplikacją i równie pierwszą podszewką.

 



To będzie dobry rok :)

2 komentarze:

  1. super! Powiem Ci, że ja mam wielką frajdę jak szyję. Praktycznie pół Majkowej wyprawki szyłam sama. Moja uwielbia minky. Teraz na Nowy Rok postanowień nie robię, ale wiem, że to będzie kreatywny rok. Zamierzam szyć, dziergać, haftować, robić bransoletki z muliny i nauczyć się decoupage ;) Jak starczy mi jeszcze energii to spróbuję swoich sił także w frywolitkach :)
    A jeśli chodzi o maszynę, to ja akurat zdecydowałam się na Łucznik, ale nie taki jak miały nasze babcie - w charakterze gigantycznego stołu, tylko małą poręczną elektryczną maszynę. Nie narzekam na nią, ale fakt, potrzebowałam chwili, żeby się jej nauczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, moja też szaleje za minky, z resztą sprawia wrażenie zadowolonej ze wzystkiego co jej uszyję czy to średnio udana spódniczka, komin czy poduszki. A jaka frajda kiedy można komuś sprawić radość, na tym etapie bardzo żałuję że nie zabrałam się wcześniej do nauki bo niedługo pewnie zabraknie mi czasu na szycie. A pomysłów jak na złość coraz więcej :)
      Jaki to Łucznik, tak z ciekawości? Słyszałam bardzo różne opinie o nowszych modelach. Obiecałam sobie ze swoją walizę z 84 roku oddam do regulacji i okiełznam jak tylko opanuję wszystkie możliwości hiper prostej Silverki, u mamy w piwnicy czekają jeszcze dwa burkowe Singery do odświeżenia, sporo pracy przede mną ;)

      Usuń

Copyright © 2016 Czemka , Blogger