19:12

32

32






Według Murphy'ego druga kolejka jest zawsze szybsza. Gdyby ktoś pytał mnie o zdanie powiedziałabym że druga ciąża też.

Mam wrażenie że minęło raptem kilka tygodni od kiedy dowiedziałam się że powiększy nam się rodzina, można powiedzieć że w którymś momencie w natłoku codziennych zajeć magicznie z 12tygodnia ciąży zrobił się 32. I czas leci coraz szybciej, to na prawdę już tylko 6tygodni?


Jak ogarnąć cały ten bajzel tak żeby wszyscy byli zadowoleni? Jak przygotować starsze dziecko na pojawienie się rodzeństwa w taki sposób, żeby ochronić je przed całym tym stresem i niepewnością? Jak wytłumaczyć kotom że w domu zapanuje taki młyn że istnieje duże prawdopodobieństwo że przez jakiś czas będą się musiały liczyć z pewnymi, hmm, niedoodnościami? I jeszcze jedno - czy mały chłopczyk, przeglądając po latach fotografie będzie miał duży żal o to że został kilka razy ubrany w słodkie różowe śpioszki po starszej siostrze?

Ubranka, rożki, kocyki i większość pierwszej wyprawki po Młodej czekały już od dawna, cieszę się niezmiernie że będąc wrogiem różu większość rzeczy kupowałam w kolorach unisex. Bardzo dużo ciuszków dostałam od przyjaciół a drugie tyle dokupiłam na Facebookowych grupach, tu już kolory będą się mniej więcej zgadzać. Dzięki temu że to nie pierwszyzna, nie czułam na szczęście potrzeby inwestowania koniecznie w nowe ubranka, szczególnie że nawet się nie obejrzymy a rozmiar pójdzie do przodu.

Troszkę poomacku zdecydowaliśmy się na wózek BabyActive Twinni 3w1, oczywiście używany i nieco chłopięcy bo błękitno-czarny, ale kto by się przejmował drobiazgami. Na razie mam mieszane uczucia bo trafiam na bardzo różne opinie ale już w niedalekiej przyszłości zobaczymy jak będzie.
 Jak maszyna znów pójdzie w ruch zadbam o to żeby dodać przedziałowi dziewczęcemu kilka detali zawierających dziewczęce akcenty.


No i w końcu mam idealny pretekst do wyposażenia Młodej w doroślejsze łóżeczko, o ile tylko zgodzi się odstąpić swoje, szczebelkowe i lekko nadgryzione ;)  Bliźniakom.

Oj, dalej nie wierzę że to twinsy, przy każdej wizycie u lekarza pytam czy na pewno trzeci się gdzieś tam nie schował bo teraz już jestem w stanie uwerzyć we wszystko.

Kolejne prawo Murphyego mówi, że wszystko wali się naraz.

 Młoda naturalnie musiała akurat teraz przyciągnąć ze żłobka grypę żołądkową, na całe szczęście jako jedyna z całego Młodej otoczenia dałam radę się nie zarazć. Za to musiała wypaść mi plomba więc umówiłam się na za dwa dni na wizytę u dentysty, myślałam że ogarnę temat wracając z ciążowych badań. Niedoczekanie. W międzyczasie dopadła mnie grypa stulecia i przytuliła z taką mocą że nie może być mowy o wytrzymanu choćby pięciu minut na fotelu dentystycznym, o morfologii nie ma nawet co marzyć. Dodam że kocyki i czapeczki do wyjścia ze szpitala wciąż czekają aż włączę maszynę. Chyba wyczerpałam limit i nic się więcej nie ma prawa walić, przynajmniej nie w ciągu kolejnych 6tygodni! Amen.

01:54

Nowy rok, nowe wyzwania

Nowy rok, nowe wyzwania

Dzieci są dobrą motywacją i inspiracją a do tego najlepszym odbiorcą - wszystko je cieszy! Kiedy byłam małym dzieckiem babcia krawcowa szyła mi stroje na każdy bal karnawałowy i większe wyjścia ale to były inne czasy, wtedy po prostu nie nie było w sklepach nic interesującego, a jeśli już udało się coś wyszperać to za dolary i w o wiele za wysokich cenach.
Chyba od zawsze byłam zakochana w handmade'owych dodatkach do wnętrz czy ubraniach i akcesoriach, jednak zazwyczaj akurat nie trafiałam na nic co do końca spełniałoby moje oczekiwania.

Moje dziecko od urodzenia było dzieckiem zupełnie niekocykowym, jak pięknej pościeli bym dla niej nie upolowała zawsze budziła się pod nią po 5minutach a próbowałam z różnymi wzorami, kolorami i materiałami. Chciałam nawet zainwestować w milusi i cholernie drogi kocyk z minky, ale w żadnym ze sklepów nie rafiłam na nic co by mi się wystarczająco spodobało. Wszystko wydawało mi się nijakie, za drogie, za mdłe. I jaka pewność że jeśli kupię kocyk za 150 zamiast 20złotych, Młoda nie rzuci go na stertę wszystkich porzednich?

(uwaga, kryptoreklama) I wtedy, w moje urodziny na biurku stanął Silvercrest z Lidla w którym od razu się zakochałam (koniec kryptoreklamy)
Wcześniej miałam styczność tylko z ciężkim, walizkowym Łucznikiem po babci, który mimo że podobno jest najlepszym sprzętem na początek zawsze wydawał mi się trudny do ogarnięcia - zwyczajnie wymagał więcej motywacji niż byłam mu w stanie poświęcić.

Dość przydługiego wstępu. Tydzień zajęło mi zajęcie go z kartonu i rozważanie czy w ogóle znajdę dla niego czas i chęć do nauki. Tydzień kolejny to próby na starych materiałach z odzysku i złamaniu trzech pierwszych igieł, ale czego się spodziewać skoro na pierwszy uszytek wymyśliłam sobie plisowaną sukienkę dla mikroskopijnego misia.

Teraz, w nowy rok wchodzę z postanowieniem że nie skończy się na kilku czapeczkach, kominach i poduszkach. Będę szyć! 

Jedna z pierwszych rzeczy  które znalazly największe uznanie mojego dziecka to poduszka w koty.


 


Chwilę później przyszedł czas na kocyk i płaską podusię, które miały być małym dodatkiem do gwiazdkowego prezentu a wyraźnie sprawdziły się najlepiej ze wszystkiego i teraz młoda nie chce bez tego kompletu spać. Odkryła też zabawę w zakrywanie się i odkrywanie która sprawia jej oromną frajdę. Uff :D

 





Na dniach zabieram się za szycie kocyków do pierwszej wyprawki bliźniaków, ale najpierw muszę się zmobilizować i skończyć szyć żłobkowy worek-plecak na kapcie z Mega Krzywym Kotkiem czyli moją pierwszą najprawdziwszą aplikacją i równie pierwszą podszewką.

 



To będzie dobry rok :)

23:16

Pan Tadeusz

Pan Tadeusz
Planowałam kiedyś pisać bloga, ale chyba zabrakło mi czasu. Może motywacji?
Pstryk!
I minął ponad rok a ja nawet tu nie zajrzałam.

Podczytuję kilka ciekawych stron, teraz głównie o dzieciach i szyciu. Koty w domu są już dwa, niebawem na śwat przyjdą bliźniaki.

Jak ogarnę więcej czasu, pewnie zacznę tu wrzucać zdjęcia. Głównie zdjęcia bo to prostsze i szybsze, a i nikt mnie za język nie ciągnie. I bardzo dobrze, szczególnie że na tym etapie mam na głowie wyprawkę dla Maluchów, żłobkową wyprawkę dla Żaby, przygotowania do Świąt, przygotowania do przyszłego roku.

W międzyczasie, skoro już tu zajrzeliście, poznajcie Tadeusza.


Pewnego dnia coś zaczęło jazgotać pod stertą dachówek w ogródku przyjaciów kiedy akurat byłyśmy u nich z wizytą. Mały dzikus sztuk jeden.
Wieczory były już chłodne a towarzysz T. błąkał się zupełnie sam więc oczywiście w trybie ekspresowym stał się nowym domownikiem zaakceptowanym nawet przez Czemu.





Żaba pokochała go z wzajemnością od pierwszego pacnięcia łapą, twarzysz T. pozwala jej dosłownie na wszystko :)



Czemu potrzebowała 'tylko' miesiąca żeby z całkowitej izolacji z socjalizacją, otwartej agresji i dzikiej furii w oczach zaakceptować nowego kumpla. Do miłości tu daleko ale i tak jest super.


I ostatnie, ten gość sprawdza sie rewelacyjnie jako szyciowy asystent, polecam!



15:32

Filcowy mobil nad Natkowe łóżeczko

Filcowy mobil nad Natkowe łóżeczko
Jedną z rzeczy które najbardziej mi się kojarzą z dzieciństwem jest warkot maszyny do szycia, w kolejnych wspomnieniach babcia siedzi w fotelu z igłą i nitką i coś zawzięcie dla mnie szyje.
A robiła to pięknie! Czy chodziło o nową pościel czy wyjściową sukienkę zawsze mogłam na nią liczyć. 
Ja niestety w tym temacie zawsze byłam beztalenciem i jedyne rzeczy które kiedykolwiek udało mi się uszyć od poczatku do końca to myszki dla Czemusławy.
Ale kiedy przeszukiwałam sieć w poszukiwaniu ładnej karuzelki czy mobilu dla Natki złapałam się za głowę widząc ceny, zresztą zupełnie nic nie podobało mi się na tyle, żeby skazac na to małą. Więc zaczęłam szukać tutoriali.
(Teraz kiedy WIEM ile taka zabawa wymaga czasu i samozaparcia wcale się nie dziwię wysokim cenom!)


Na samym końcu postu znajdziecie link do oryginalnego DIY, koszt i kilka rad dotyczących wykonania własnego mobilu.




Wymarzyłam sobie mobil taki jak ten, zależało mi tylko na tym żeby poza bielą i czernią dobrze widoczną dla maluchów miał też słonecznie żółte elementy.
Na zdjęciu niżej widać jak Czemka nadzoruje początki pracy czyli planowanie i doszywanie detali (była wtedy chłodna połowa maja), kolejne zdjęcie to już moment przed podwieszeniem mobilu nad łóżeczkiem (połowa czerwca).








Wszystko zawisło na bazie której zrobienie łącznie z całym piłowaniem i malowaniem zajęło może z 10minut.  Na tym etapie nie byłam jeszcze pewna czy nie wyrzucę całości do kosza, szczególnie że popełniłam błąd i urzyłam miękkiego filcu na który wystarczy spojrzeć żeby gubił kłaczki.
 




Ha! No i w końcu Natka ma na czym trenować oczka.
Na razie nie zgłaszała zadnych obiekcji ;)
 



A tu widok z perspektywy Natki:




 




 Koszt całej zabawy to coś koło 30zł, ale to tylko dlatego że żadnego z elementów potrzebnych do wykonania nie miałam pod ręką, kupiłam więc filc i kulki filcowe, nici, wstążkę, żyłkę jubilerską, kijki i farbę akrylową do bazy. Tylko kleju do drewna i piły nie musiałam kupować. A, no i miałam igłę i szpilki ;)
W razie gdyby kogoś post zainspirował mam kilka maleńkich rad:
- najlepiej użyć 1mm możliwie twardego filcu,  jeżeli użyjesz tego miękkiego kwadraciki mogą się łatwo odginać (jak u mnie) i będziesz mieć dużo więcej 'zabawy' przy doczepianiu żyłki.
- planuj jak najprostsze figury, dziecko i tak będzie zachwycone!
- nie odkładaj robienia mobilu jak ja na ostatnią chwilę. Zajmij sobie ręce kiedy jeszcze jesteście w dwupaku bo później czeka cię wiele nowych wyzwań i może być krucho z czasem. Samo szycie nie trwa specjalnie długo jeśli ktoś ma wprawę (ja nie mam dlatego tak się to rozślimaczyło) a i przynosi odprężenie i niesamowitą radochę!
- jeżeli masz pod ręką maszynę do szycia śmiało ją włącz, zaoszczędzisz dużo czasu.



inspiracja #2: Wronek

14:24

Czemka z Natką

Czemka z Natką
Nie pisałam bo nie było czasu.
Bo dochodziliśmy wszyscy do siebie.
Bo latałam jak poparzona.
Bo adaptowałam wszechświat do nowej sytuacji, między innymi prałam mikroskopijne śpioszki, podgrzewałam mleko, jedną ręką zmieniałam pieluchę a drugą starałam się głaskać obrażoną Czemkę.

I wiecie co? JEST CUDOWNIE!



Chyba zacznę pisać wiersze bo nie mam zupełnie do kogo gęby otworzyć, a nawet jakbym miała to pewnie zasnęłabym mówiąc.

W wolniejszych chwilach robię całe tony zdjęć i tu pojawia się dylemat - wstawiać do sieci czy nie wstawiać?
Czy Natka kiedy urośnie nie wścieknie się na mnie za opublikowanie jej foty w piżamie? Z Czemką nie było nigdy takich dylematów, zawsze wiedziałam że macierzyństwo to ciężki orzech ;) Zaryzykuję.

W każdym razie mijają już dwa, podobno jedne z najtrudniejszych i najpiękniejszych, miesiące.
Czemka broni Młodej jak szalona, ofiar alergii nie stwierdzono.





10:49

Oddam kota PILNIE - krótko o alarmie dzieciowym

Oddam kota PILNIE - krótko o alarmie dzieciowym
 "Jezu, jaka ty jesteś nieodpowiedzialna, ja na twoim miejscu wyrzuciłabym kota za drzwi!"
"Dziecko zachoruje na toxoplazmoze i umrze w męczarniach"
"Musisz wybrać, nie można być i kociarą i matką" 

Za każdym razem kiedy słyszę takie rewelacje coraz niżej opadają mi ręce.

No ok, w kwestii świadomości jest już troszkę lepiej niż te kilkadziesiąt lat temu, co nie zmienia faktu że na portalach ogłoszeniowych dalej można znaleźć rodzynki typu "Oddam 8 letniego, ukochanego kota, nazywa sie Mruczek. W domu pojawi się dziecko i MUSIMY się go pozbyć (kota, nie dziecka)". Ilość przesądów i anty-kocich argumentów wcale nie maleje a koty za niewinność dalej lądują w schroniskach, ja siedzę i zachodzę w głowę jakim cudem?

Kot tak samo jak my z niecierpliwością czeka na nowego członka rodziny, bada i testuje wszystkie nowe, dzieciakowe sprzęty w domu.
Przytula sie i mruczy do brzucha. Autentycznie!
Kot jest i będzie pełnoprawnym członkiem rodziny, niezależnie od tego ile dzieci pojawi się w domu. Dokładnie tak jak my musi się odnaleźć w nowej sytuacji.

Na całe szczęście coraz większa jest też grupa internautów opisujących na swoich blogach własne kocio - niemowlęce perypetie, dzięki czemu przyszli rodzice atakowani przesądami łatwiej mogą znaleźć mocne argumenty.
My, na przekór wszystkiemu, już BARDZO niedługo do tej silnej grupy dołączymy.


  


Artykuły dla opornych:

Koty - nianie :)


17:37

...

...
Przeprowadzka to stan umysłu, człowiek się zadręcza że nie zdąży ze wszystkim, ze zapomni o czymś ważnym, że - o zgrozo - zabraknie mu sił czy kartonów. Aż tu nagle pyk! I jesteśmy na nowym!

Człowiek musi się przystosować, obadać nowe kąty i wymyślić jak to wszystko urządzić tak żeby wszyscy byli zadowoleni. Kot to zupełnie inna historia.

Kot wchodzi pierwszy raz do nowego miejsca i wychodzi na to że własne ścieżki zabrał ze sobą.
Zerka ukradkiem na zestresowane człowieki...zrobi kilka kroków i w tym momencie rozciąga się w przedpokoju brzuchem do góry... i już jest u siebie w domu. Odkrycie gdzie stoi miseczka z karmą a gdzie toaleta i wyrko jest już tylko formalnością.


Niżej kilka migawek z pierwszych tygodni na nowym, czyli totalny relaks.


 














01:09

na południu bez zmian

na południu bez zmian
Nie widać tego na zdjęciach, ale mocno się już szykujemy do przeprowadzki. W zasadzie machina ruszyła już jakiś czas temu i praktycznie cały dobytek pojechał już hen hen...
Inna sprawa że szlachta ma swoje przywileje i gdy służba wylewa ostatnie poty nad stosami kartonów ikartoników, Szlachta może się nadal byczyć.

Wiadomo że drapak wraz z lokatorką ma rezerwację w ostatnim transporcie  ;)

 







08:18

Całkiem typowo

Całkiem typowo

Kto rano wstaje niech mi powie jak to robi, zamieniam się w słuch.
 

 

Wstanie taka, a raczej przełoży sie do 'punktu dowodzenia' i będzie nadzorować wykonywaną pracę do samego końca mimo że stół o tej porze dnia jest za zimny a klikanie myszką za głośne. Tak się poświęca dzielna.



Owocnego wtorku!


02:58

Czemka radzi: przepis na idealne kocie legowisko za sto złotych

Czemka radzi: przepis na idealne kocie legowisko za sto złotych


Przedstawiam Wam całkiem prosty przepis na to, jak dobrać idealne legowisko dla kota i nie wyrzucić przy tym pieniędzy w błoto.


Otóż zróbmy tak - schowajmy do kieszeni powiedzmy ze sto, sto dwadzieścia złotych bo w końcu tyle kosztują te piękne, estetyczne i obszyte najróżniejszymi futerkami kocie budki i leżanki.

Skierujmy kroki do najbardziej wypasionego zoologika jaki uda nam się znaleźć, przejdźmy szybko przez dział z kocimi budkami i od razu skierujmy się do półek z kocią karmą, wydajmy ciężko zarobione pieniążki na wielką pakę ulubionych kocich chrupek.

W końcu udajmy się do Ikei albo innego sklepu w którym można nabyć ekologiczną torbę, nabywamy minimum jedną i wracamy do domu z poczuciem dobrze wydanych stu, stu dwudziestu złotych, w końcu na chrupki kot napewno się nie wypnie, na ekologiczną torbę tym bardziej!


Legowisko z torby jest najpraktyczniejszym, najbardziej uniwersalnym sprzętem zaprojektowanym jakby specjalnie z myślą o kotach!

Voila:



Legowisko takie jak to niżej poza oczywistą funkcją kociego 'poddupnika' ratuje również kocie bidy (Miasto Kotów)



Naturalnie, jeśli masz ułańską  fantazję możesz się zdecydować na bardziej ekskluzywny 'poddupnik', ale pamietaj żeby swój pomysł dokładnie przedyskutować z kotem.
Jeśli nie uzyskasz od niego wystarczających informacji istnieje szansa że już niedługo będziesz w popłochu szukać portali aukcyjnych gdzie można pozbyć się omijanych obojętnie sprzętów.






Bajdełej, może ma ktoś ochotę na zupełnie nieużywany hamak  i legowisko dla kota? Oddam za chrupki ;)
Copyright © 2016 Czemka , Blogger